wstecz

"Ujawnienie zbrodni katyńskiej"

(Felieton wygłoszony 12.IV.2002 r.)


Jutro minie 59 lat od ujawnienia zbrodni katyńskiej.

Groby polskich oficerów w okolicach Katynia rozpoczęto rozkopywać już 18.02.1943 r., ale dopiero 29 marca prace ekshumacyjne rozpoczęła ekipa pod kierownictwem wybitnego niemieckiego specjalisty z zakresu medycyny sądowej, nienależącego do NSDAP prof. Gerbadta Buhtza. 10 kwietnia Niemcy sprowadzili na miejsce zbrodni grupę intelektualistów polskich z Krakowa i Warszawy. 13.04.1943 r. o godz. 15,15 niemieckie radio nadało komunikat, informujący o zbrodni katyńskiej i wiarołomstwie sprzymierzonych: oto jeden z aliantów wymordował drugiemu niemal połowę korpusu oficerskiego. Komunikat niemiecki rozwiązywał zagadkę tajemniczego zniknięcia ponad 24 000 polskich oficerów i podoficerów, bezskutecznie poszukiwanych od czasu umowy Sikorski - Majski z 30.07.1941 r.

Robert Brasillach, francuski dziennikarz który był naocznym świadkiem katyńskich ekshumacji, pisał w lipcu 1943 r.: "Jest ranek. (...) W ciszy przemierzamy las, którym nas prowadzą w pobliże dołu. I nagle uderza nas w twarz - smród. Kierowca naszego samochodu, który już wcześniej odbył tą straszną wizytę. Ostrzegał mnie. (...) Jest odznaczony, był na froncie (...): - Nie mogłem jeść przez dwa dni, wyznał. Są tam - ułożeni tak, iż głowy jednych leżą przy stopach innych, dobrze rozpoznawalni w swoich pięknych mundurach, już ubrudzonych i wyblakłych, w oficerkach i wojskowych płaszczach. (..) Są odwróceni twarzą do ziemi, pokazują nam w ich karkach ślady po rewolwerowej kuli. (...) W tej miazdze wszystko zdaje się być złączone, jakby jakaś lepka materia spajała ciała. Trzeba je odrywać jedno od drugiego kolcami wideł. I daje się wówczas słyszeć odgłos przypominający trzask rozdzieranego papieru. (...) o ile twarze są zniszczone i nierozpoznawalne, dobrze, gdy nie zredukowane do nagiej kości, to ciała ( co widać ) przez rozcięte mundury, zachowały wciąż skórę, mięśnie, zielona, różowa i żółta masa, gdzieniegdzie twardawa, gdzie indziej galaretowata, w stanie, w jakim zachowała ją piaszczysta gleba."

15.04.1943 r. Radio Moskwa nadało komunikat, że to Niemcy w czasie ofensywy w 1941 r. schwytali kilkanaście tysięcy polskich oficerów i kierując się "typową dla Niemców" rządzą mordu, natychmiast ich rozstrzelali, a teraz po spreparowaniu dowodów chcą zrzucić winę na humanitarny rząd ZSRR. Tego samego dnia rząd polski w Londynie podjął decyzję o zwróceniu się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z prośbą o wyjaśnienie odpowiedzialności za zbrodnię. Jednak decyzję tą zrealizowano dopiero 17.04.. Tymczasem Niemcy, dla których zbrodnia katyńska była wymarzonym argumentem propagandowym przeciwko aliantom bezkrytycznie zapatrzonym we Stalina, zwrócili się z podobną prośbą już 16.04.. Ponieważ na skutek sprzeciwu ZSRR Międzynarodowy Czerwony Krzyż odrzucił 23.04. prośbę Polski, Niemcy powołali komisję międzynarodową, w składzie przedstawicieli 12 państw m.in. Belgii, Dani, Finlandii i neutralnej Szwajcarii, oraz umożliwili prace polskim rzeczoznawcom z Czerwonego Krzyża, wśród których znajdowali się zakonspirowani członkowie polskiego ruchu oporu. Nim obie komisje zakończyły prace, Stalin zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem polskim. W nocy z 25 na 26.04.1943 r. Mołotow wręczył ambasadorowi Polski w Moskwie Tadeuszowi Romerowi notę, uzgadniającą tą decyzję rzekomą współpracą Polski z niemiecką propagandą. Szczególnie bezczelnie brzmiał fragment mówiący iż "rząd polski nie uważał za stosowne zwrócić się do rządu radzieckiego z jakimkolwiek zapytaniem" w sprawie losów oficerów. Ambasador Romer odmówił przyjęcia noty, podkreślając jałowość dwuletnich starań o wyjaśnienie losu polskich oficerów.

4 dni później komisja międzynarodowa wydała komunikat, że zbrodni dokonano na wiosnę 1940 r., co było równoznaczne z uznaniem winy ZSRR. Wszyscy przybyli wtedy i potem do Katynia badacze podkreślali zupełną swobodę prac. Wśród nich był profesor medycyny sądowej z Zagrzebia Edward Miloslavić. W opublikowanym 20.06.1943 r. wywiadzie mówił: "Widok był wstrząsający nie tylko dla laika, lecz również dla gruboskórnego pracownika naukowego. (...) Proszę zwrócić uwagę, że zamarli nie byli jeńcami wojennymi. Gdyby byli, to byłaby zupełnie inna historia. To byli Polacy, którzy uciekli do swych słowiańskich braci, pełni wiary, że znajdą tam obronę i pomoc. Zamiast tego zostali okrutnie zarżnięci siedem miesięcy później."

Przywódcy USA i WB uznali winę Stalina dopiero w okresie "Zimnej wojny". Wcześniej Roosevelt i Churchill udawali, że wierzą w radziecką wersję wydarzeń. Zbrodnia katyńska stała się kamieniem węgielnym rządów komunistycznych w Polsce. To dlatego przez cały okres powojenny winną obciążano Niemców, a za mówienie prawdy można było trafić do więzienia. Wszak kłamstwo katyńskie było pretekstem do sformowania w ZSRR zalążków przyszłej tzw. władzy ludowej.